Elwidu

Elwidu

piątek, 28 października 2016

Zabawna jesień

Nadal jest jesień. Może trochę zimno, trochę brakuje słońca, trochę (no, dobra, baaardzo!) nie chce się wstawać rano po ciemku, ale to nadal jesień. Spróbujmy zrobić coś, żeby te coraz krótsze dni były magiczne dla nas i dla naszych dzieci. W jaki sposób? A proszę bardzo, znalazłam w sieci propozycje zabaw jesiennych. To co? Bawimy się? 

jesienne zabawy dla dzieci


 magiczna jesien z dzieckiem

 A gdybyście potrzebowali podpowiedzi jak zrobić wspólnie z dzieckiem proste zabawki - tutaj jest ściągawka: 

kamyki, zabawki


 szafki, szafki z tektury, zabawki, zrób to sam

Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani do wspólnej zabawy z dziećmi, to spójrzcie na to:
http://babyonline.pl/zalety-zabawy-z-dzieckiem,katalog-zabaw-rozwijajacych-artykul,19051,r1.html
Gdy klikniecie na obrazek, zostaniecie przekierowani do całego artykułu na temat wartości wspólnej zabawy.

 Macie może jakieś swoje propozycje na jesienne zabawy?

Pozdrawiam nadal jesiennie - Elwidu


środa, 26 października 2016

Szyty na miarę

A co szyte? No oczywiście prezent! Ja wiem, że jest dopiero październik i do Bożego Narodzenia daleka droga, ale zaczęłam ostatnio szukać w necie inspiracji świątecznych. Przedwcześnie? Być może, ale szczerze mówiąc, przez cały rok kupuję coś z myślą o prezentach gwiazdkowych. Jeśli wpadnie mi w oko coś, co moim zdaniem pasuje na prezent dla bliskiej mi osoby, to nie ma znaczenia, czy jest to styczeń, kwiecień, czy grudzień - kupuję i już! Ale dzięki temu przed świętami zwykle mam do dołączenia już tylko drobiazgi. Choć oczywiście nie zawsze tak jest. Niemniej inspiracji szukam już dziś, bo tradycyjnie część prezentów stworzę samodzielnie, a to wymaga czasu. Nie chcę się spieszyć, chcę wszystko dopracować. Od kogo więc zaczynamy? Od dzieci? Proszę bardzo...

   Get your free PDF sewing patttern for a soft baby toy, with a step-by-step tutorial and lots of how-to photos. It's an easy beginner sewing project for a perfect baby-welcoming gift you can make in a really short time.  

fabric headband tutorial www.aliceandlois.com


DIY Toy Fishing Pole (that actually reels in) with Magnetic Fabric Fish --- Make It and Love It


http://theprudenthomemaker.com/blog?view=entry&id=259

How to make a Lunch Money Zippered Apple Pouch | via www.makeit-loveit.com

sock monkey


16 Easy to Sew Gifts for Kids - at B-Inspired Mama

Turn those left over or old pillows into Pillow Mattress Beds for the kids or…:


http://www.prettyprudent.com/2010/10/baby-kid/how-to-make-fabric-slippers-with-free-pattern-2/

Pozdrawiam Was nadal szukająca inspiracji - Elwidu

niedziela, 23 października 2016

Wpadłam

No i niestety wpadłam. Wpadłam w pułapkę planowania, a raczej trudno to nazwać planowaniem... Chwaliłam się Wam jak to pracowicie spędzę urlop? Chwaliłam. To teraz muszę się przyznać do porażki, no, może kolejnej nauczki. Widzieliście te litanie do ogarnięcia każdego w zasadzie dnia? Otóż okazało się, że TO ZA DUŻO! I tym sposobem wpadłam w pułapkę tego, że moja "lista rzeczy do zrobienia" przekształciła się w "listę życzeń", listę tego, co uważam, że powinno być zrobione, a na co nie miałam czasu do tej pory, a może po prostu mi się nie chciało? Planując dzień nie brałam pod uwagę ile czasu zajmie mi dana czynność, a może inaczej - zakładałam, że każdego dnia będę wypoczęta, w dobrym humorze, nie zadzieje się nic niezaplanowanego, będę działać na 100% i będzie mi się bardzo CHCIAŁO. Nie wzięłam pod uwagę, że skoro jednego dnia mam zaplanowane szorowanie szczotką ryżową gorącej beczki i sprzątanie na dole w pensjonacie, to następnego dnia będę po prostu miała koszmarne zakwasy i zwyczajnie szczytem moich marzeń będzie dzień pod kocem, z herbatą i książką. A okazało się, że tak jest! 
Nie na darmo w planowaniu swojego czasu wiele mówi się o nadawaniu rangi działaniom, o priorytetach. Łatwo się o tym mówi, natomiast wiąże się to z podejmowaniem (nieraz trudnych) decyzji: co jest dla mnie ważne? Co naprawdę MUSZĘ zrobić? Co sprawi, że ten dzień będę uważała za udany? Czasami wymaga to po prostu przyznania, że najważniejsze jest to, co muszę, a nie to, co chcę robić. To, że zaplanuję sobie 101 czynności do wykonania, rzeczy do załatwienia w ciągu dnia, nie sprawi, że doba magicznie rozciągnie się do 30 godzin. Doba ma 24 godziny, musimy brać pod uwagę czas na sen i odpoczynek i do tego dostosować nasze plany, a nie dobę dostosowywać do naszych planów. A szkoda ;) Zapisanie tych 101 rzeczy do zrobienia codziennie, będzie miało taki skutek, że większość dni będziemy kończyć z niewykonanymi działaniami, co (przynajmniej mnie) bardzo zniechęca do planowania i działania kolejnego dnia. Owszem, jeden lub dwa dni można się spiąć i wykonać te 101 rzeczy, nawet kosztem snu, ale czy warto? Na ile ważne jest dla mnie np. przetarcie wszystkich drzwi w domu, żeby z niewykonania tego zadania mieć wyrzuty sumienia? Czy nie lepiej zaplanować mniej, a zrobić (ewentualnie) więcej? Tak naprawdę planując swój dzień po brzegi, skazujemy się sami na porażkę, bo zwykle pojawia się coś niezaplanowanego i burzy plan. I wtedy albo wściekamy się na otoczenie, albo na siebie, albo wyciągamy wnioski i zaczynamy inaczej patrzeć na planowanie.
Jedna z dziewczyn zaproponowała taki sposób: nadać ważność zaplanowanym działaniom po trzy. Czyli najpierw wybieram trzy działania, które są dla mnie tego dnia najważniejsze, które muszę zrealizować. Potem z reszty zaplanowanych działań wybieram kolejne trzy, drugie pod względem ważności, potem kolejne trzy itd., działania z coraz mniejszą ważnością. Daje to możliwość skupienia się tylko na  trzech kolejnych rzeczach, bez myślenia o tym, ile jest jeszcze do zrobienia. Gdy wykonacie rzeczy z pierwszej trójki, przechodzicie do tych z drugiej itd. Planowanie w ten sposób może nie pozwoli zrobić więcej w ciągu dnia, ale pozwoli zrobić to, co ważne dla nas. I jeszcze jedno: nikt Wam nie powie, co jest dla Was najważniejsze. Najlepiej wiecie o tym Wy sami.

Czyli moi drodzy: kartki i ołówki w dłoń i odpowiadamy sobie na pytanie: gdybym była w stanie zrobić tylko trzy rzeczy przed pójściem spać, co by to było? A gdyby okazało się, że mogę zrobić jeszcze trzy następne rzeczy, to jakie byłyby one? Zapisaliście już? No to do działania!!!

Pozdrawiam Was planowo - Elwidu

piątek, 21 października 2016

Co Tata może zrobić dla Dziecka?

Zorientowałam się niedawno, że nie napisałam Wam o moim ostatnio ukochanym filmie - "Serce, Serduszko". Uwielbiam!!! Oglądałam go już wiele razy i mogę znowu, w dowolnym momencie, niekoniecznie od początku ;) Najchętniej pod koniec, moment z Marcinem Dorocińskim na peronie - kocham to! Wiem, że brzmię trochę jak nastolatka zadurzona w idolu, ale ten film sprawia, że uśmiecham się. Tak szczerze, całymi oczami i całą sobą.
"Serce, Serduszko" to film o potrzebie miłości - w każdym wieku, bez względu na doświadczenia i nasze zamiary. O miłości różnej - do dziecka, do rodzica, do kobiety/mężczyzny, do świata... To też film o błędach, które popełniamy my, nasi bliscy i o tym co i komu jesteśmy w stanie wybaczyć. Dlaczego wybaczamy?
Już sama obsada zachęca do zobaczenia filmu: Julia Kijowska, Marcin Dorociński, Borys Szyc i absolutnie rewelacyjna Marysia Blandzi. Jeśli do tego dodamy reżysera, Jana Jakuba Kolskiego - ja więcej zachęty nie potrzebuję! Aby dać Wam przedsmak seansu:

Przygotujcie się na śmiech i łzy wzruszenia. Na momenty zamyślenia i odrobinę smuteczku... I pomyślcie, proszę, jakie życie jest ciekawe i zaskakujące... A może obejrzycie ten film z dziećmi? Ja oglądałam już i z Kubą i z Tosią i z Mamą...
Na koniec jeszcze piosenka z filmu, która sprawia, że nawet pochmurne niebo się uśmiecha:

 Co Was uszczęśliwia, wywołuje szczery uśmiech na twarzy? Dajcie znać w komentarzach...
Pozdrawiam Was uśmiechnięta od ucha do ucha (gdyby nie uszy, śmiałabym się chyba dookoła głowy;) - Elwidu

wtorek, 18 października 2016

Urlop

Dzisiaj jest drugi dzień mojego urlopu. Urlopu, na który nie czekałam, a który okazał się być mi bardzo potrzebny, z czego nie zdawałam sobie sprawy. Postanowiłam spędzić go z planem w ręku, nie przed telewizorem, nie przed kompem, nie ze ścierką w ręku i patelnią w drugiej, ale tak trochę... no właśnie: jak? 
Po pierwsze: we wrześniu karygodnie zaniedbałam bloga (żadnego wpisu!) - więc ustaliłam sama ze sobą, że pochylę się nad tą cząstką mojego świata.
Po drugie: po macoszemu traktowałam siebie - teraz więc jest czas na przyjrzenie się swojej diecie (oj, te kanapki na śniadanie, II śniadanie, podwieczorek i kolację!), kondycji i zadbaniu o ciało (podobno domowe SPA to potęga - pożyjemy, zobaczymy).
Po trzecie: nazbierało mi się trochę poprawek szyciowych i mam zamiar je wykonać.
Po czwarte: zaczynam myśleć o prezentach gwiazdkowych, ale na razie cicho sza!
Po piąte: od dość dawna odkładam na potem kilka projektów, nad którymi chciałabym posiedzieć, więc teraz mam na to czas.
Po szóste: nie obejdzie się bez zastanowienia się nad pracą: na czym mi szczególnie zależy? W jakim zakresie chcę być ekspertem? Co powinnam dalej zrobić, aby być tym ekspertem?
Po siódme: jest do obejrzenia tyle filmów, do przeczytania tyle książek... ech... 

Oczywiście obiady nadal gotuję, placki piekę, w lekcjach pomagam, do i ze szkoły wożę, na zajęcia dodatkowe też wożę, ogród do zimy przygotowuję i pokoje gościnne sprzątam. Więc na brak pracy nie narzekam...

W związku z natłokiem rzeczy do zrobienia (jak to na urlopie), aby trochę usprawnić planowanie pracy, trochę się pobawić, testuję różnego rodzaju sposoby planowania dnia. I tak powstają listy, spisy, notatki i przypominajki. 
Najpierw siadłam i przygotowałam sobie taki tydzień w skrócie. Lubię drukowane tabelki, ale chyba jeszcze większą frajdę sprawia mi rysowanie swoich tabelek odręcznie, na kolorowo. Niestety, nie dorobiła się kolorowej drukarki, a koloru potrzebuję jako popychacza do działania.


 To jest, jak widać, tabelka bez koloru. Gdy używam takiej, w ruch idą kredki, flamastry, zakreślacze, cienkopisy - no normalnie przedszkole, proszę państwa!
 To jest lista poniedziałkowa, już przepisana koło południa, z pominięciem rzeczy, które udało mi się wykreślić - było tego prawie drugie tyle i nie mogłam się połapać ;) Pierwszy dzień wolnego jest najgorszy, bo przypominają się wszystkie rzeczy do zrobienia na już i dopisuję je do aktualnego dnia. Ale jak widać, dość dużo w poniedziałek udało mi się zrobić.
Kolejne dni tygodnia:
Próbowałam listę z podziałem na obszary: rodzina, praca, sprzątanie itd. Efekt jest taki, że części rzeczy nie miałam gdzie umieścić, więc lądowały w przypadkowym miejscu, np. w zakupach - sprawy do załatwienia.
 W środę trochę taki misz-masz: to co muszę zrobić, mogę lub gdy będę miała czas, a trochę obszary - mówię takiemu układowi nie! Środa jest jeszcze w miarę luźna, ale wtorek w poniedziałek też był mało zapisany ;)
 Czwartek to wydruk z pinteresta. Może być, ale muszę go trochę podszlifować.
 Piątek natomiast to pomysł z bloga Edyty. Może być, choć ja nie potrzebują tyle miejsca na posiłki - mam to na lodówce i wystarczy.
Próbowałam oczywiście też najprostszej formy - listy rzeczy do zrobienia. Ale jak widzicie i tu wkradły mi się obszary - znaczy się, obszary mi służą ;)

Tak wyglądają (z grubsza!) plany na ten tydzień. Dorzucę jeszcze oczywiście trochę z tego, o czym pisałam na początku: po pierwsze, po drugie itd., więc nie będzie tak mało zapisków, ale daję sobie też pozwolenie na to, żeby wszystko rzucić w kąt i po prostu obejrzeć film, albo przeczytać książkę. A co, w końcu mam urlop, nie? 

Jakie Wy macie plany na urlop? Leżenie martwym bykiem? Intensywne zwiedzanie? Praca na działce? I nie mówię tylko o urlopie teraz, ale nawet o tym letnim, a może wcześniej feryjnym? Świątecznym? Listopadowym? W końcu w listopadzie mamy dwa długie weekendy, warto je wykorzystać... Jak najbardziej lubicie spędzać czas?

Pozdrawiam Was urlopowo zapracowana - Elwidu

niedziela, 16 października 2016

Racuchy drożdżowe

Niby wiem, że na kolację smażone jedzenie, to niekoniecznie dobry pomysł, ale jakoś tak wychodzi, że kolacyjnie jemy z patelni. Tym razem racuchy drożdżowe. Pychotka!


Przepis, który podaję jest na sporą porcję:
  • 1/3 paczki świeżych drożdży
  • 1/2 szklanki ciepłego mleka
  • łyżeczka cukru
Rozmieszać w misce i zostawić do wyrośnięcia. Następnie dodać do miski:
  • 2 1/2 szklanki mąki
  • 2 jajka
  • 2-3 łyżki cukru
Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany - regulujemy to mlekiem (ok. 1 szklanki lub więcej). Nakładać łyżką na dość głęboki tłuszcz. Smażyć na sporym ogniu. Odsączyć na ręczniku papierowym. Można posypać cukrem pudrem, polać słodką śmietanką lub posmarować dżemem, w zależności od upodobań. Jest to jedna z moich ulubionych kolacji, choć na noc tyle kalorii... No cóż, następnego dnia po prostu intensywny trening ;)


Ostatnio Kuba woła mnie: "Chodź, zobaczysz smutnego wieloryba!". Przybyłam, zobaczyłam, a teraz Wam pokazuję: smutny wieloryb!!!
Pozdrawiam Was bardzo słodko - Elwidu

sobota, 8 października 2016

Czerwony sos? Proszę bardzo!

Bardzo brakowało nam sosu, którym można by posmarować pizzę domową przed nałożeniem dodatków. I kilka lat temu, dzięki mojej koleżance Eli, zdobyliśmy przepis na sos idealny! Teraz jesienią działamy, aby przez cały następny rok mieć wspaniały sos paprykowy.
  • 3 kg papryki
  • 1 szklanka oleju
  • 2 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka chili
  • 3 płaskie łyżki soli
Paprykę przekręcić przez maszynkę, dodać wszystkie wyżej wymienione składniki i całość gotować 20 minut.
Następnie dodać:
  • 3 główki obranego czosnku (zmielonego)
  • 3 słoiczki koncentratu pomidorowego
  • 3 liście laurowe
  • 1/2 paczki bazylii
  • 1 szklanka octu
  • pieprz
Gotujemy to wszystko jeszcze 20 minut. Gorące wlewamy do słoików. 

To wszystko - prawda, że proste? Najdłużej się schodzi z obraniem papryki i czosnku, reszta to już drobiazg. Ten sos równie dobry jest oczywiście do kanapek, placków ziemniaczanych czy babki ziemniaczanej - co kto lubi.

Pozdrawiam Was zapapryczona - Elwidu