Elwidu

Elwidu

poniedziałek, 27 lipca 2015

Umiesz liczyć? Licz na siebie...


Tabela mnożenia... Moja zmora... Dzięki sprawnemu liczeniu w pamięci nigdy nie nauczyłam się jej na pamięć... Wcale nie wiem, czy się z tego cieszyć, czy nie. Postanowiłam, że zadbam o to, aby Tosia tabelę znała, a przynajmniej umiała ją na palcach.

Pracując z dziećmi wiem, że dla wielu z nich tabela też jest zmorą. Dlaczego więc nie ułatwić im tego? 
Podstawą jest wytłumaczenie co oznacza tajemniczy zapis 3 x 4 = 12. Uwierzcie, dla nas jest to jednoznaczne, ale dzieci często nie wiedzą co ten zapis oznacza. Pokazujemy w jaki sposób można to napisać, narysować, obliczyć:

Multiplication strategies

 
A teraz ciekawostka -  japoński sposób na tabliczkę mnożenia:
 Japanese Multiplication 101
Jak widzicie, tym sposobem można mnożyć całkiem duże liczby, jednak najpierw trzeba nabrać trochę wprawy.

Przykładowa karta do ćwiczeń znajomości tabeli mnożenia:
Learning Ideas - Grades K-8: Introducing Multiplication Video, Quiz, and Worksheet

I jeszcze gra - tu za pomocą kostki w kostce, ale równie dobrze mogą to być przecież dwie kostki, którymi rzucamy równocześnie. A potem zamalowujemy tyle kratek ile wynosi wynik mnożenia (iloczyn).
multiplication


 Tutaj filmik pokazujący, jak można mnożyć na palcach. Może się to wydawać skomplikowane, ale daję słowo, do opanowania. 

Tak więc liczymy na siebie i pomimo wakacji ćwiczymy tabelę mnożenia, żeby we wrześniu nie było przykrej niespodzianki...

Dla Was tabela była zmorą, czy raczej nie? Może macie jakieś swoje pomysły na zapamiętanie tabeli, albo zabawy utrwalające jej znajomość?

Pozdrawiam spomiędzy liczb - Elwidu

sobota, 18 lipca 2015

Wyzwanie całoroczne cd

Minęło już pół roku z wyzwania całorocznego. Przed nami trzeci już zestaw zadań. Proszę bardzo:

http://kochacsiebie.blogspot.com/2015/07/poowa-roku-za-nami-czyli-nowa-lista.html
 A co z zadaniami z poprzedniej listy? Oj, cieniutko... Po zaprezentowaniu listy moje życie postanowiło się zmienić i nie do końca miałam głowę do realizacji. Ale cóż, przyznaję się co udało mi się zrealizować: poszłam na spacer nad rzekę (3), przerobiłam własnoręcznie bluzkę (7), nie marudziłam przez 3 dni z rzędu (9), upiekłam zdrowe  ciasto (11), zaplanowałam wymarzoną podróż (12), zrobiłam piękny manicure (17) - no dobra, piękny to pojęcie względne, ale mnie zadowolił ;), spróbowałam innego wina (20), zrobiłam wodę smakową (23), zrobiłam zdrowy  deser z truskawkami (24), zaczęłam oszczędzać na wakacje (30), przez miesiąc nie jadłam chipsów ( 32), przez tydzień nosiłam spódnice i sukienki (36) i wyczyściłam swój komputer z niepotrzebnych programów i plików (43). Razem 13 zadań oraz poprzednio (w kwietniu) 19 zadań, czyli ogółem 32 zadania... Mówiłam, że cieniutko...

Pozdrawiam zawstydzona - Elwidu

czwartek, 16 lipca 2015

Kangurzy post

Dlaczego kangurzy? Bo będzie o torebkach. Damskich torebkach. A z torbą kojarzy mi się kangur właśnie. 
Nie pamiętam tytułu tego filmu, ale grają w nim George Clooney i Michelle Pfeiffer. Przyprowadzają dzieci do świetlicy (każdy swoje). Niestety, okazuje się, że dzieci mają być przebrane. I wtedy Michelle wyjmuje ze swojej torebki różne rzeczy (typu: płaszcz przeciwdeszczowy, szczotka do włosów) i tworzy kilka rożnych wariantów przebrania. George siedzi i patrzy na jej poczynania, a w końcu pyta: gdzie można kupić taką torebkę? Ta scena jest dla mnie kwintesencją zawartości damskiej torebki! Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział: damska torebka nie jest po to, żeby coś w niej znaleźć. Ona jest po to, żeby wszystko w niej było... No po stokroć prawda! Też tak macie, że nie ważne jakiej wielkości jest Wasza torebka, bo i tak wypchacie ją do granic możliwości? Jeśli tak, to witam w klubie.
Ale, ale, dlaczego o torebkach? Ponieważ chciałam Wam pokazać kilka z uszytych przeze mnie torebek. Są to dzieła z zeszłego rok, ale jeszcze chyba nie prezentowane tutaj.



Jestem zadowolona z tej torebki - nie sądziłam, że potrafię tak prosto szyć ;)



 Torebka z kosmetyczką - bardzo podobała mi się, gdy ją szyłam, a potem już nie. Nie zapakowałam jej jeszcze ani razu.

Natomiast ta jest intensywnie eksploatowana. Dlatego taka lekko zużyta.
 

Kosmetyczka z domkiem - jest mięciutka i ma kieszonkę w środku. Mieszkają w niej moje lakiery do paznokci (no, dobra, część moich lakierów ;))

Nie mogłam się powstrzymać: zobaczcie pozy Karmela podczas spania... Chciałabym tak umieć...



Na sam koniec pokażę Wam szczyt lenistwa w wykonaniu Karmela - gdy kot jest zmęczony, to je leżąc...

Jaka jest najdziwniejsza rzecz w Waszej torebce? U mnie chyba śrubokręt w wersji mini mini (ma tak ok. 2 cm). Nie pytajcie po co mi on. Jeszcze się nie przydał, ale noszę go dopiero 3 lata...

Pozdrawiam kangurzo - Elwidu

piątek, 3 lipca 2015

Szlachetne zdrowie...

Dwa lata temu zrobiłam syrop z pędów sosny. Pomyślałam: dzieci małe, sezony przeziębieniowe w Polsce co i rusz - przyda się. Moje dzieci nigdy nie były wielkimi chorowitkami, ale od dwóch lat są okazami zdrowia! Męczy je ewentualnie ból głowy, albo brzucha, ale przeziębienia? Nie ma mowy! Okazało się, że najczęściej po syrop sosnowy sięgam... ja! Po ostatniej chorobie miałam nadzieję, że mam spokój na jakieś pół roku. Kiedy więc kilka dni temu okazało się, że znowu jestem chora, postanowiłam do moich zdrowotnych zielonych koktajli i syropu sosnowego dodać coś jeszcze. Padło na syrop imbirowo-cytrynowo-miodowy. Przepis wzięłam stąd
 

 Dodany do herbaty jest fantastyczny!!! I do tego (koniecznie!) babeczka!

 Nie ma mnie w blogowym świecie ostatnio i pewnie jeszcze przez jakiś czas wpadnę tylko od czasu do czasu, ale to nie znaczy, że nic nie robię... Co prawda ostatnio głównie siedzę na sofie i zastanawiam się, co by tu teraz zrobić...

Czasem jednak coś szyję - tutaj spódniczki na przedstawienie dla Tosi i Asi - oczywiście recycling...
 

 Chcę Wam jeszcze pokazać talerz, który zrobiła dla mnie koleżanka - prawda, że piękny?
  

I jeszcze na koniec - Karmel. Czy Wasze koty też śpią w takich pozach? Podejrzewamy, że Karmel jest tajnym agentem (oglądacie Fineasza i Ferba? Kojarzycie Pepe - Pana Dziobaka? No właśnie...).
 
 Pozdrawiam Was wakacyjnie - Elwidu

sobota, 20 czerwca 2015

Stokrotki

Pomimo tego, że na dworze lato, ja wzięłam się za kolejny szalikokomin. Kolor jeansowy i błękitny, a wymyśliłam takie połączenie:

Od dość dawna podobał mi się wzór stokrotek i właśnie w tej robótce postanowiłam go wykorzystać. 

Wzór jest bardzo prosty:

Rząd 1: 1oczko prawe * 3 oczka prawe z 3, 1oczko prawe * pomiędzy gwiazdkami powtarzać aż do ostatnich 2 oczek, które przerabiamy na prawo
Rząd 2: oczka lewe
Rząd 3: 2 oczka prawe * 1oczko prawe, 3 oczka prawe z 3, * powtarzać do ostatniego oczka,  które przerabiamy ma prawo
Rząd 4: oczka lewe

Tak wygląda robótka nim robiona. Po zrobieniu próbki stwierdziłam, że szczerze mówiąc nie o to mi chodziło... Poczytałam więc w necie i... tadam!!! Wyszło tak, jak oczekiwałam. Po prostu w co drugim rzędzie nieparzystym 3 oczka z 3 trzeba zrobić od drugiej strony. Tutaj jest to ładnie pokazane. Postanowiłam więc, że kolorem jeansowym zrobię tak, aby układało się w jedną stronę, a błękitnym tak, żeby wzór faktycznie przypominał stokrotki. 
Bardzo podoba mi się ten wzorek. Szal jest dość gruby, taki "mięsisty". Robi się go prosto i szybko, no, może trochę niewygodnie przy przerabianiu 3 z 3 w drugą stronę, ale da się to robić oglądając TV, więc stopień trudności nie jest wysoki.

Na koniec buźka dla Was od Karmela ;)


Jakie są Wasze wzory, do których się przymierzacie? Czy też robicie latem rzeczy do nałożenia w zimniejsze pory roku?

Pozdrawiam Was stokrotnie - Elwidu

czwartek, 18 czerwca 2015

Zdrowe łakocie

Mało mnie ostatnio w wirtualnym świecie, ale mam nadzieję, że teraz będzie lepiej.
Ostatnio zachciało mi się ciastek... bardzo mi się zachciało, nie wiadomo jakich, ale na pewno na już... Zaczęłam wertować mój zeszyt z przepisami i znalazłam przepis na ciastka owsiane. Zabrałam się za pieczenie.


 I teraz objadam się ciachami! Są bardzo sycące i nie da się ich za dużo zjeść na raz... Jest to niewątpliwie zaleta ;)


Przepis jest banalnie prosty:

Ciastka owsiane

1 szklanka płatków owsianych
1 szklanka orzechów
1 szklanka rodzynek/żurawiny
1 szklanka pestek dyni
1 szklanka pestek słonecznika
1 roztopiona margaryna/masło
2 jajka
2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru lub 3-4 łyżki miodu
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Wszystko wymieszać łyżką i nakładać łyżką na blachę. Piec ok. 20 minut w temperaturze 170*C.

A jaki Wy macie ulubiony przepis na ciasteczka? Lubicie takie, w które trzeba włożyć dużo pracy, czy raczej takie "dla leniwych"?

Pozdrawiam Was słodko - Elwidu

środa, 10 czerwca 2015

Już się robi...

Zaplanowałam, że w Hiszpanii zrobię Tosi sweterek. Kupiłam włóczkę, spakowałam szydełko metalowe do bagażu dużego i przygotowałam szydełko plastikowe do samolotu. W drodze na lotnisko uświadomiłam sobie, że włóczka z plastikowym szydełkiem została w domu. Pan Mąż odmówił powrotu do domu w celu zabrania wyżej wymienionych. Zaoferował się co prawda, że złapie na lotnisku kogoś w sweterku robionym na drutach i będę mogła sobie spruć, ale cóż... Miałam więc tydzień odwyku od robótek. Za to gdy wróciłam do domu, wyprałam wszystko co było do wyprania, wysprzątałam wszystko co było do wysprzątania, rzuciłam się na szydełko i druty. A oto efekty....

 Sweterek Tosi, który miał powstać w Hiszpanii. Jest to rzecz z serii must have - trzeci taki sam, tylko za każdym razem większy rozmiar, bo córka rośnie... Poprzedni jest udokumentowany tutaj
 Na poprzedniej fotce nie widać, ale włóczka jest z nitką z połyskiem. Wygląda to naprawdę nieźle... Elegancko...

 Poduszka - kwiatek - pisałam już o niej tu . Nareszcie skończona poszewka i uszyta poduszka jako nadzienie ;)

 Chusta też już gościła na blogu (tu), ale w formie szczątkowej;) Udało mi się ją dokończyć, więc jest szansa, że będę nosić...


Uszyłam też  - ręcznie, bo oglądałyśmy z Tosią po raz kolejny "Krainę lodu" i nie chciało mi się iść do maszyny... - taką ptaszynę. Mieszka ona już od kilku dni u Asi, a Tosia zamówiła sobie z różowym brzuszkiem, Martynka z niebieskim, a Kamilka bez określonego koloru brzuszka, muszę więc siadać do maszyny...


I jeszcze jeden urobek: dywanik. Miał być dla Tosi, ale tak mi się podoba, że chyba zamieszka w łazience. Tak wyglądał w trakcie roboty.

Na koniec pokażę Wam gościa, który nawiedził nas wczoraj wieczorem:
 

Pozdrawiam w te letnie dni - Elwidu