Elwidu

Elwidu

środa, 18 marca 2020

A to ciekawe 7/Resztki jedzenia

Robimy zapasy. Może nie na co dzień, ale w takiej sytuacji jaka ostatnio panuje w naszym kraju i innych krajach dotkniętych koronawirusem każdy (chyba) kupuje trochę więcej. Głównie artykułów spożywczych. I co z tym dalej? Część pewnie zjemy, ale istnieje prawdopodobieństwo, że części nie damy rady. Buszując ostatnio w necie, trafiłam na taki post i dzielę się nim z Wami, może komuś się przyda?

                                    

Co Wy na to? Wykorzystujecie niektóre z tych pomysłów? Ja tak, ale o części nie pomyślałam...

Pozdrawiam z kuchni, bo jakoś zgłodniałam - Elwidu

poniedziałek, 16 marca 2020

Zapuszkowana

Nie, nie, jeszcze mnie nie zamknęli ;) Na razie po prostu naszło mnie na ozdabianie puszek. Nie wiem czy Wy też tak macie, że długo, długo nic, a potem działacie, aż się kurzy! U mnie tak jest i właśnie nadejszła wiekopomna chwila... Wpadły mi w ręce puszki, różnego rodzaju. Część z nich przerobiłam na doniczki:


 (mam fazę na robienie kwiatków z materiału - zrobiłam ich całą... puszkę;)

A część tych puszek zamieniłam w pojemniki na przydasie:
 Postanowiłam tym razem poprzyklejać obrazki na puszki, zamiast transferować. Muszę powiedzieć, że efekt bardzo mi się podoba. Co prawda białą farbę mam mocno matową, więc lakier dość intensywnie błyszczy na niej, ale starałam się polakierować tylko etykiety.




Puszki pojawiają się ciągle nowe, więc materiału do pracy mi nie zabraknie;) 
Zaczęłam też malować słoiki. Oto przykład już prawie skończonego - zauważyłam, że muszę podmalować trochę wyżej przy gwincie, żeby nie było widać szkła, ale ogólnego wyglądu to drastycznie nie zmieni.


Zastanawiam się co będę w nim przechowywać ;) Tak to już jest, że zaczynam coś robić, zwykle w większych ilościach, a potem zastanawiam się co z tym zrobić. Macie jakiś pomysł?

Pozdrawiam, tym razem zakręcona jak słoik ;) - Elwidu

niedziela, 9 lutego 2020

Po warsztatach 6/ Zapach kawy

Świecznik z kawą? Dlaczego nie. Takie małe drobiazgi, które uprzyjemniają wieczór... Popatrzcie...



 Tak, tak, świeczniki są zrobione z foremek do babeczek ;) 
Sklejone, pomalowane, przetarte...

Jak Wam się podoba coś takiego? 

Pozdrawiam z kawowym aromatem w tle - Elwidu

wtorek, 28 stycznia 2020

A to ciekawe 6

Bycie matką nie jest proste. Kto jest - wie to na 100 %. Bycie rodzicem jest trudne. Nie na darmo mój sąsiad - psycholog mówi: "Jak wychować i nie utłuc?". Tak naprawdę, nigdy nie wiesz co wyniknie z Twojego wychowywania, czy dziecku powiedzie się w przyszłości? Czy będzie szczęśliwe? Czy nie będzie krzywdzić siebie i innych? Ile razy zaciska się zęby, żeby nie powiedzieć za dużo, żeby nie zacząć krzyczeć... W chwilach, gdy gotuje mi się w żyłach krew, a żyłka niebezpiecznie pulsuje, powtarzam sobie słowa mojej koleżanki: "Wnuki nas pomszczą!". I szczerze mówiąc od razu mi, przynajmniej minimalnie, lepiej ;) Co oczywiście nie znaczy, że życzę źle moim dzieciom...
Dzisiaj chcę Was zachęcić do przeczytania artykułu na blogu Edyty Zając, która pisze o sobie tak: "Lubię, gdy psychologia przestaje być teorią a staje się praktyką – to chyba najlepiej może określać moją pracę. Uwielbiam psychologię, zagłębianie się w wynikach badań, psychologiczne książki, publikacje i pomysły. Nie wyobrażam sobie jednak, aby to, co powstaje w umyśle psychologa, nie było wykorzystane." 
Artykuł dotyczy właśnie bycia mamą, bo ta tematyka nieustannie przewija się na blogu. Czego nie robić gdy jesteś mamą? Przeczytaj...

Ciekawa jestem co myślicie o tym artykule. Dajcie znać.

Pozdrawiam - Elwidu

piątek, 24 stycznia 2020

Po warsztatach 5

Wiem, wiem, już dawno jest po świętach, ale jeszcze rzutem na taśmę chcę się Wam pochwalić ozdobami świątecznymi... W telegraficznym skrócie:



 Rzeczy na kiermasz do szkoły Tosi:






 Krasnal dla mnie ;)

I ozdoby ze słomy dla choinki :)

I jeszcze świąteczny świecznik:



 Pozdrawiam jeszcze trochę świątecznie ;) - Elwidu

wtorek, 21 stycznia 2020

Orzechowiec

Ciasto - przebój swego czasu. Też tak macie, że jak nastanie w domu moda na któreś ciasto, to robicie i robicie, dopóki się nie znudzi? U mnie tak jest. Z tym ciastem nie było inaczej: robiłam swego czasu dość często, a teraz sporadycznie pojawia się na naszym stole. Słodkie jak ulepek, ale od czasu do czasu da się zjeść z przyjemnością. Tanie nie jest, ale cóż... Czasem można zaszaleć...

No, to zaczynamy

Ciasto:

 12 jajek
2 szkl. cukru
30 dag zmielonych orzechów włoskich
6 łyżek zmielonych herbatników
1 płaska łyżka proszku do pieczenia

Ubijamy pianę z białek,dodajemy cukier nadal ubijając, a następnie dodajemy żółtka (jak na biszkopt). Gdy wymieszamy białka, cukier i żółtka dodajemy orzechy, herbatniki i proszek do pieczenia i mieszamy. Pieczemy ciasto (ok. 45-50 min w 175*C).

Masa:

kostka masła 
puszka masy krówkowej lub ugotowanej masy z mleka skondensowanego słodzonego

Masło ucieramy z masą krówkową (powoli dodajemy masę).

Ciasto kroimy na dwie części. Na dolną część wykładamy połowę masy krówkowej z masłem, przykrywamy drugą częścią ciasta, na wierzch druga połowa masy, posypujemy okruchami ciasta z dodatkiem orzechów włoskich. Zjadamy ;)






Pozdrawiam baaaardzo słodko - Elwidu

czwartek, 16 stycznia 2020

PUNO



W ostatnią niedzielę, 13 stycznia, miałam okazję uczestniczyć w  I Międzynarodowym Dniu Edukacji Polonijnej zorganizowanym prze Polski Uniwersytet Na Obczyźnie (PUNO) w Londynie. Ciekawe warsztaty, fantastyczni ludzie, niesamowite przeżycie. I choć warsztaty były kierowane głównie do nauczycieli polonijnych, to część zdobytej wiedzy i umiejętności na pewno uda mi się wykorzystać również w mojej pracy. 
Ale  przede wszystkim ten wyjazd zmienił moje patrzenie na dzieci polonijne. Zawsze patrzyłam na nie przez pryzmat synów moich znajomych. Okazało się jednak, że mało jest dzieci, których rodzice tak bardzo dbają o to, aby ich dzieci mówiły w języku polskim i aby mówiły poprawnie. Niesamowicie wygląda grupa (duża) dzieci wychodzących z polskiej sobotniej szkoły, które mówią do siebie... po angielsku! Tak naprawdę dopiero podczas jednego z wykładów w niedzielę zdałam sobie sprawę, że dla dzieci polonijnych język polski może być: pierwszym językiem (jasne), drugim językiem (oczywiste), ale też językiem dziedziczonym lub językiem obcym! Dopiero uświadomienie sobie tego, że dla niektórych dzieci polonijnych nauka języka polskiego jest tak naprawdę nauką języka obcego oraz wysłuchanie wykładu dr Mateusza Gaze "W gąszczu czasów, trybów, stron i aspektu, czyli jak nie pogubić się w polskiej fleksji werbalnej" dało mi obraz tego, z czym tak naprawdę mierzą się te dzieciaki. I stwierdziłam, że język polski jest trudny ;) 
Tym bardziej teraz podziwiam dzieci uczące się polskiego i podziwiam rodziców za motywowanie ich do nauki. Nie dziwi mnie też, że w pewnym momencie dzieci buntują się. Język trudny, szkoła polska w soboty, od poniedziałku do piątku szkoła angielska. Można się zniechęcić. Zastanawiam się też, czy bardzo trudne jest wychowanie w polskości (szeroko rozumianej - od rozmawiania po polsku po naukę języka i przekazywanie zwyczajów i tradycji typowo polskich) oraz co zrobić, aby nie skupić się tylko na swojej kulturze, lecz kształtować kompetencje międzykulturowe. 

Jeśli macie ochotę dowiedzieć  się czegoś o PUNO zapraszam tutaj.

Jakie jest Wasze zdanie o edukacji polonijnej dzieci za granicą? Macie swoje doświadczenia, przemyślenia? Bardzo jestem ciekawa.

Pozdrawiam edukacyjnie - Elwidu