Elwidu

Elwidu

poniedziałek, 2 maja 2016

Rogaliki utopione

Te rogaliki pamiętam z dzieciństwa i jak to smaki z dzieciństwa - są przepyszne! Gdy napada mnie ochota na coś słodkiego do pogryzienia, często wybór pada właśnie na nie. Jak je robię? Proszę bardzo:
Składniki (na bardzo dużą porcję):
1 kg mąki pszennej
2 margaryny 
8 dag drożdży
3 jajka
1 żółtko
4 łyżki śmietany gęstej
4 łyżki cukru
3-4 łyżki mleka
1/2 proszku do pieczenia

Mąkę siekam z margaryną, a drożdże mieszam z mlekiem i częścią cukru. Wlewam drożdże do mąki, dodaję resztę składników. Zarabiam ciasto, zawijam w ściereczkę i wrzucam do pojemnika z zimną wodą (wody tyle, żeby ciasto miało szansę wypłynąć). Czekam aż wypłynie. Wykładam ciasto na stolnicę, wałkuję i wycinam trójkąty. 
Są dwie szkoły: albo wałkujemy coś na kształt prostokąta, przecinamy w połowie i dalej kroimy mniej lub bardziej udane trójkąty...


... albo wałkujemy koło i dzielimy je na 8 części. 
Na szerszym końcu kładę dżem, marmoladę, nutellę lub co mi tam w duszy akurat gra i zwijam rogaliki. Smaruję po wierzchu roztrzepanym białkiem i kładę na blachę.

Pieczemy ok. 15-20 minut w temperaturze 180*C - muszą się ładnie zarumienić. Studzimy na kratce - długo nie będę się studzimły, bo pewnie znikną w niewyjaśnionych okolicznościach ;)

Można posypać cukrem pudrem...

...albo i nie... I tak i tak są pyszne! Zwłaszcza z kawką...

Jeszcze chcę Wam pokazać jakie koty zamieszkały u nas ostatnio. Dziękuję, Basiu!!!

Mam nadzieję, że odpoczywacie trochę w ten majowy weekend. Co robicie?
 
Pozdrawiam Was serdecznie - Elwidu

piątek, 29 kwietnia 2016

Gry na wolny czas 1

Wiele osób wspomina z rozrzewnieniem czasy swojego dzieciństwa, zabawy z kolegami, przesiadywanie pod blokiem z koleżankami, granie w gry planszowe i karty... Jednocześnie narzekają na dzisiejsze pokolenie "kciukowców" grających online, piszących sms-y i oglądających bez przerwy TV. Pomyślałam sobie, że przecież to my, Rodzice, pozwalamy swoim dzieciom na TV, komputer i smartfon. Czyli to od nas zależy, czy nasze Dzieci będą "kciukowcami"? Sądzę, że w dużej mierze tak. Wiem: presja kolegów, pustki pod blokiem, atrakcyjność i całodobowa dostępność bajek w telewizji i w necie nie sprzyja spędzaniu czasu na dworze, czy przy planszy do gry. Ale może warto spróbować? Chciałabym Wam pokazać dziś gry, które sprawdzają mi się w pracy z dziećmi oraz w domu, też z dziećmi.

Pierwsza z nich, to "Mozaika". Ciekawa i co równie ważne, pięknie wykonana z drewna. Wzory od prostych do coraz bardziej złożonych. Nad niektórymi sama musiałam się dobrze nagimnastykować  ;)
Dla maluchów polecam "Misiowe przygody". Są to historyjki obrazkowe - każda składa się z 4 obrazków. Do wykorzystania również w zabawie - co było wcześniej? Co było potem? - czyli wymyślamy historyjkę, co się wydarzyło przed historyjką na obrazkach lub co wydarzyło się po tym, co jest na obrazkach.
Jedna z moich ulubionych gier - "Tęcza". Gra świetna do nauki i utrwalania znajomości kolorów oraz do ćwiczeń logopedycznych - "kładę na planszy żółty księżyc". 



I oczywiście UNO. Taki opis stworzyła dla Was Tosia: Fajną grą na wolny czas jest też UNO. Uno to kolorowe karty, z liczbami od 0 do 9 z wyjątkiem specjalnych. Zasady są proste. Każdy bierze po siedem kart, z dużego stosu. Jedną kładzie się na środku. Na środkową kartę można położyć taki sam numer lub kolor. Jeśli graczowi zostanie jedna karta krzyczy ‘’UNO’’. Jeśli nie zdąży dobiera dwie kart z dużego stosu.

I druga gra karciana - Dobble. Opis też Tosiny:

Kolejną grą, którą chcę polecić jest DOBBLE. Dobble to ponad 50 symboli na 55 kartach. Zawsze jest tylko jeden wspólny element na dwóch kartach. W instrukcji są zasady do pięciu mini-gier, ale możecie sami wymyślać nowe gry. Grając w Dobble ćwiczycie spostrzegawczość, szybkość i refleks. Jeśli macie trochę czasu, zagospodarujcie go grając w Dobble. Kupcie Dobble,bo to świetna zabawa, jeśli masz czas.


Bardzo lubimy też gry w kości. Pierwsza z nich to "Kostki zostały rzucone". Jeden z graczy rzuca kostkami w dwóch kolorach i szukamy symbolu, który został wyrzucony na kostkach w obu kolorach, np. kotwica na białej kostce i kotwica na pomarańczowej kostce. Kto znajdzie, ten zabiera kostki z symbolami.

I ulubione kostki opowieściowe Tosi. Te w pomarańczowym opakowaniu są z rzeczownikami, przedmiotami, a niebieskie to kostki akcji, czasowników. Niestety, jedna z kostek akcji zaginęła w akcji - wylądowała pod schodami i czeka na odkrycie. Zasady gry są proste - rzucamy kostkami i tworzymy opowieść... Oczywiście możemy też wybrać jedną kostkę i np. opisać wybrany przedmiot znajdujący się na niej, albo ułożyć zdanie z wybranym obrazkiem z kostki. 
A takie opowiadanie "wyrzuciła" dla Was Tosia:
"Maciek i Ola są rodzeństwem. Pewnego dnia pobili się w domu, ponieważ Ola się uczyła, a Maciek kupił sobie sejf i kiedy starał się go otworzyć, strasznie hałasował. Następnego dnia były Walentynki, więc Ola i Maciek mieli dla siebie prezenty. Ola dała bratu wyrzeźbiony przez siebie klucz do sejfu, a Maciek kiedy niósł prezent dla Oli, wydawał się jakiś ciężki. W środku była cegła. Ola poszła na łąkę i łapała motyle, żeby się wyluzować. Podczas tej zabawy zauważyła tęczę i przypomniała sobie, że Maciek to jej jedyny brat i poczuła do niego miłość. Wróciła do domu i przeprosiła, że go biła, wyzywała i straszyła, budziła wcześnie i ignorowała. Maciek też ją przeprosił i jako prawdziwy prezent walentynkowy dał jej błękitną latarkę. Od tego dnia wszędzie chodzili razem, razem się bawili, oglądali filmy i robili sobie psikusy. Koniec."
Ta gra jest przeznaczona dla jednej osoby. Cała sztuka polega na tym, aby wyjąć klocki z pudełka i spróbować je ułożyć znowu w pudełku tak, żeby się wszystkie zmieściły. Wcale nie jest to łatwe...
I pewnie znane niektórym z Was PUS-y. Podstawa to klocki, a do nich dokupujemy sobie książeczki z zadaniami. Zadania są z różnych dziedzin: matematyka, ortografia, gramatyka, logiczne myślenie, nauka czytania, spostrzegawczość itp. Są zadania proste, dla maluchów, ale też dla starszaków - tabela mnożenia czy ortografia. 

Zaczyna się długi weekend - co planujecie robić?

Pozdrawiam już prawie majowo - Elwidu

środa, 27 kwietnia 2016

Marsz im. majora Zapory

23 kwietnia ruszył z Bełżyc do Ewunina IV Rajd im. mjra "Zapory". Przeszliśmy 21 kilometrów, co dla mnie, człowieka, który chodzi niewiele, było dużym wyczynem. Z podziwem patrzyłam na swoje Dzieci, ale też na inne Dzieci i Młodzież biorące udział w tym marszu. Przede wszystkim za to, że podjęli trud drogi. Pogoda na szczęście dopisała - dwa lata temu było mokro i zimno. Po drugie - nieśli flagi, co po kilkunastu kilometrach robi się dość uciążliwe - im dalej od punktu wyjścia, tym więcej waży wszystko, co trzeba nieść. A już rozwaliły mnie na łopatki Dzieci, które w Ewuninie - punkcie docelowym marszu, ganiały się! Ja miałam siłę usiąść, wstać - już niekoniecznie... Wyrazy uznania również dla nauczycieli, którym chciało się w czasie wolnym iść z podopiecznymi, zachęcać do poznawania historii. I oczywiście - podziw dla głównego organizatora, Rafała Dobrowolskiego - za pasję i umiejętność dzielenia się nią z innymi. 
Kilka moich zdjęć poniżej, ale zachęcam do zaglądnięcia na FB - tam więcej zdjęć. Mnie szczególnie podobają się te czarno-białe...


Droga, droga, droga...


Różne sposoby noszenia flagi...

Harcerki z Dziwnowa - przejechały kawał Polski, żeby być z nami...




Pokaz spadochronowy...


Coś dla umordowanego ciała...

... i coś dla zmęczonych oczu.

A na koniec krótkie nabożeństwo z atrakcyjną wartą...

Pozdrawiam Was, nadal regenerująca siły - Elwidu

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Wielkie Święto

Przed nami wielkie święto - I Komunia Święta Tosi. A że święto wielkie, to i przygotowania wielkie... Staram się, żeby dla Tosi najważniejsze było to, co się dzieje i będzie działo w jej serduszku, ale nie zmienia to faktu, że trzeba się przygotować także od innych stron: strój, goście, poczęstunek... W związku z tym jakiś czas temu opracowałam sobie "pomocnika" - przedstawiam go dziś Wam, może ktoś skorzysta:


  
I jeszcze zaproszenia na tę uroczystość:



Generalnie tym się głównie ostatnio zajmuję, co nie znaczy, że wszystko inne poszło w kąt. O nie, ale jeszcze chwilkę potrwa zanim będę pokazywać co zrobiłam. Zdradzę tylko, że trupy wychodzą z szafy... ;)

Pozdrawiam Was wielce zaaferowana - Elwidu

piątek, 15 kwietnia 2016

Wiosenne smuteczki

Macie tak, że jak zima odpuszcza, a wiosna jeszcze nie przyszła, rodzą się wiosenne smuteczki? Mnie tak czasem coś dopada... Czytając ostatnio bloga Edyty Zając natrafiłam na posta o radzeniu sobie ze smutkiem. Zestaw 338 propozycji na rozproszenie smutku (o tutaj). Mam nadzieję, że gdy następnym razem złapie Was chandra - sięgniecie po sposoby z tej listy i będzie lepiej.

Ja ratuję się koktajlem z truskawek z cukrem i jogurtem naturalnym oraz z ozdobami wiosennymi ;)...


... a także widokiem wiosennych kwiatów....

... a gdy i to nie pomaga - smażę placki ziemniaczane z cebulą... mmmmm..... pycha....

 
 Jakie są Wasze sposoby na wiosenne smuteczki?

Pozdrawiam Was, pocieszona - Elwidu

wtorek, 5 kwietnia 2016

No ubawiłam się...

Przeczytałam książkę. Niby nic w tym dziwnego, ale rozbawił mnie jej fragment:
"-... A zakupy są lepsze od seksu.
- Skąd wiesz?!
- Bo chodzę na zakupy! Jedyne, co może mi pęknąć na zakupach, to reklamówka i nie muszę bez przerwy żarliwie zapewniać sprzedawcy, że jest naprawdę fantastyczny i nigdy nie było mi tak dobrze..." 
                I. Pietrzyk "Histerie rodzinne"

Polecam - ciekawe, czy Wam też się spodoba... Macie swoje ulubione książki, cytaty? Podzielcie się w komentarzach.

Wasza zaczytana - Elwidu

środa, 9 marca 2016

Marchewkowe pole...

Trochę mnie i dzieci rozkłada przeziębienie. Leczymy się, wiadomo, najchętniej domowo. Ja ponownie, po kilku latach, odkrywam dla siebie grapefruita. Nie jest może specjalnie lubianym owocem, ale według mnie ma taki smaczek... taki smaczny... A gdy się go obierze z białych skórek i doda miód... mmm, poezja... I bomba witaminowa.

Natomiast przedwczoraj nabrałam niesamowitej ochoty na ciasto z marchewką. Pamiętam, że robiłam takie, gdy byłam w ogólniaku i bardzo mi smakowało. Co prawda nie dotarłam do tamtego przepisu, ale znalazłam w sieci bardzo prosty i dość szybki inny
A oto przepis:

Ciasto marchewkowe

Składniki:
  • 1,5 szklanki startej marchewki (ok.3-4 marchewki)
  • 1,5 szklanki mąki
  • 4 jajka
  • 1 szklanka oleju
  • 1 szklanka cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 płaska łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka przyprawy do piernika (można pominąć)
  • 1 łyżka cukru wanilinowego
  • 1 szklanka pokrojonych orzechów włoskich
  • pół łyżeczki soli
Marchewkę utrzeć na tarce o drobnych oczkach. Orzechy włoskie pokroić lub połamać na małe kawałki. Piekarnik nastawić na 180°C. Jajka ubić mikserem z cukrem i cukrem wanilinowym przez ok. 3 minuty. Powoli dolewać olej. Ciągle ubijając, stopniowo dodawać mąkę wymieszaną z solą, proszkiem i sodą. Ciasto powinno być gęste. Dodać cynamon i przyprawę do piernika. Na końcu wsypać odciśniętą (jeśli jest bardzo soczysta - ja nie odciskałam) marchewkę i orzechy, wymieszać wszystko. Formę (u mnie keksówka 32 cm) natłuścić i wysypać bułką tartą lub wyłożyć papierem do pieczenia. Wlać ciasto i piec je ok. 45-55 min. (sprawdzać patyczkiem). Ciasto podajemy posypane cukrem pudrem (lub nie, jeśli nie zdążymy ;)
 
Moje było pyszne, a Wasze? Macie jakiś sprawdzony, szybki sposób na ciasto warzywne? Chętnie spróbuję czegoś innego...

Pozdrawiam znad ciasta - Elwidu